Zobaczmy, jak widzą nas Czesi…

2016-10-22 21:26:26


Przez strugi zimnego deszczu przebrnąć musieli zarówno nasz gość, jak i publiczność, która jednak, mimo przeciwności, jak zawsze okazała się niezawodna. W czwartkowe popołudnie spotkaliśmy się z Miroslavem Karasem, dziennikarzem, wieloletnim korespondentem Czeskiej Telewizji w Polsce i  znawcą problematyki naszego regionu. 

Miroslav Karas, choć urodzony w pobliżu polskiej granicy, nie miał w młodości żadnych związków w naszym krajem i trafił do Polski przypadkowo. Jak mówi, we wczesnych latach 90. pytano raczej: Co zbroiłeś, że tam jedziesz?, ponieważ marzeniem wszystkich dziennikarzy było jechać na Zachód. Tym bardziej cenić sobie trzeba słowa naszego gościa dzisiaj: Nigdy tej decyzji nie żałowałem, dobrze mi się tu żyło. Dziś Miroslav Karas ma za sobą ponad 20 lat obserwacji wydarzeń w naszym kraju, które relacjonował i komentował. Tłumaczył w tym czasie czeskiemu widzowi to wszystko, co w Polsce się dzieje, zarówno w wymiarze politycznym, jak i społecznym. A jak podkreślił podczas rozmowy, mimo wielu podobieństw między naszymi społeczeństwami, istnieją jednak bardzo istotne różnice, które powodują, że Czechom nie jest łatwo rozumieć wydarzenia w naszym kraju.

Zobacz galerię zdjęć ze spotkania

Ciekawą kwestią są relacje polsko-czeskie w czasach powojennych, gdyż wbrew oficjalnym deklaracjom niekoniecznie łączyła nas bratnia przyjaźń, wiele było uprzedzeń wręcz podsycanych przez władze. Ciągle także zbyt mała jest wiedza obu społeczeństw o wydarzeniach takich, jak zajęcie Zaolzia czy wkroczenie wojsk polskich do Czechosłowacji w 1968 roku w ramach interwencji państw Układu Warszawskiego. Poznawanie mechanizmów i uwarunkowań tych zdarzeń pozwoliłoby  nam wykraczać poza stereotypy i lepiej rozumieć siebie nawzajem. Miroslav Karas podkreślił jednak, że o ile Zaolzie może  być  tematem trudnym, o tyle Czesi nie mają raczej pretensji do Polaków o udział w tłumieniu Praskiej Wiosny w 1968 roku, rozumieją bowiem, że nie były to autonomiczne decyzje naszego państwa, ani tym bardziej żołnierzy.

Rozmawialiśmy także o stosunku naszych narodów do historii, to bowiem także temat, którego traktowanie ujawnia istotne różnice pomiędzy nami. Przeciętny Czech niezbyt emocjonuje się historią, nawet własnego kraju, filmy na ten temat zrealizowane w konwencji patetycznej budziłyby jego najwyższe zdumienie. Dlatego może – jak mówił Miroslav Karas – pokazy filmu „Qvo vadis” spotkały się tam z brakiem entuzjazmu. Nasz gość potwierdził, iż jego rodacy mają do siebie spory dystans i chętnie śmieją się ze swoich różnych cech. Przyznajmy, że nam zdarza się to znacznie rzadziej.

Sferą, w której różnice są bardzo widoczne, jest religia. Nie dlatego jednak, że – jak głosi stereotyp – Czechy są krajem ateistów. Wielu z nich to ludzie wierzący, jednak u naszych południowych sąsiadów kwestie wiary traktowane są jako bardzo osobiste, nie należy się z nimi obnosić, składać publicznych deklaracji. Potwierdza to statystyka, w badaniu z 2011 roku ponad 45% respondentów, stwierdziło, że nie chce określać swojego stosunku do wiary, ponieważ jest to sprawa ich sumienia. Stąd też obserwacja postaw polityków czy innych ludzi działających w sferze publicznej w Polsce, którzy demonstracyjnie wręcz okazują religijność i często posługują się wiarą w sposób instrumentalny, budzi zdziwienie Czechów. 

Podobnie trudne do zrozumienia są sprawy obyczajowe, deklarowanie patriotyzmu czy stosunek do aborcji. W tej sferze, również wyznają zasadę prawa człowieka do osobistych wyborów, nienarzucanych mu przez państwo i prawo. 

 Konfrontowanie wyobrażeń o sobie samym ze spojrzeniem z zewnątrz jest działaniem ze wszech miar pożytecznym, uczy dystansu, zmusza do podejmowania prób zrozumienia przyczyn takich a nie innych zachowań i wyborów współobywateli. Gdy opowiada nam o nas samych człowiek dobrze znający Polskę, życzliwy i zainteresowany, rozmowa ta jest tym bardziej interesująca. „Czuli barbarzyńcy” mają szczęście do ciekawych i niezwykle sympatycznych gości!  

 

Dorota Siwor