Ciało, stereotypy i digiświat. Spotkanie z Petrą Hůlovą.

2016-11-19 05:42:39


Powieść Plastikowe M-3, czyli czeska pornografia Petry Hůlovej to książka co najmniej kontrowersyjna. Cały utwór jest monologiem prostytutki, a więc historia jest tu opowiadana z jej punktu widzenia i jej językiem. W konsekwencji  epatuje czytelnika wulgarnym słownictwem i bardzo odważnymi scenami erotycznymi, jednak nie jest to książka, która mogłaby sprawić przyjemność dobrodusznemu miłośnikowi pornografii. Przede wszystkim ze względu na brak fabuły, zastąpionej tu nieco Hrabalowskimi, silnie zmetaforyzowanymi ciągami obrazów. Zresztą Hůlová często zwracała uwagę, że nie powinniśmy zapominać o obecnych w powieści lirycznych, „czułych” fragmentach, bowiem stanowią istotną część narracji.

Zobacz galerię zdjęć ze spotkania

Zapytaliśmy autorkę, jak jej Plastikowe M-3 przyjęte zostało w Czechach. Okazało się, że recenzenci unikali głębokich analiz, raczej koncentrowali się na języku utworu, pełnym neologizmów i gier językowych. Natomiast ją najbardziej interesuje kondycja naszej cywilizacji i współczesnego człowieka, a tych wątków w refleksji krytycznej zdaniem pisarki zabrakło.

Hůlová uważa, że pożądanie, erotyzm, cała biologiczna natura człowieka skłócona jest ze sferą uczuć i z kulturowym kostiumem, jaki wytworzyliśmy. Pisarka chciała pokazać tę dwoistość, abyśmy zobaczyli człowieka w jego pełni. Mówiła też o potrzebie unikania ujęć stereotypowych, które niewiele mówią o świecie. Jej bohaterka – prostytutka – nie jest więc, jak moglibyśmy się spodziewać, ofiarą męskiej przemocy czy też tajemniczą femme fatale. Jest zwykłą dziewczyną, dla której najważniejszą motywacją są pieniądze.

Autorka zadeklarowała się jako feministka, ale powiedziała, że irytuje ją częste w tym środowisku, stereotypowe właśnie, myślenie, na przykład obwinianie mężczyzn o wszystkie niedole kobiet. Dlatego też zjadliwie opisała w swojej powieści kobiety wyzwolone, które oczekują od swoich partnerów przejęcia części obowiązków domowych. Zdaniem Hůlovej paradoksalnie nie cenią one u mężczyzn tych cech, których się domagają i bardzo często, kiedy już osiągną swój cel, tracą  zainteresowanie swymi partnerami.

Pisarka nie oszczędziła także mężczyzn, ani samców, chętnie uciekających się do przemocy, ani zniewieściałych maminsynków, szukających pocieszenia w ramionach prostytutek. Zastanawiała się na przykład, dlaczego tylko niektóre żeńskie zajęcia, jak pielęgniarka czy opiekunka do dzieci, przekształcają się w męskiej wyobraźni w erotyczne fantazmaty. A dlaczego nie archiwistka, pyta przekornie i poświęca jej cały, oczywiście przesycony erotyką, rozdział swojej powieści.

Człowiek dzisiejszy nie chce i nie potrafi się starzeć, pielęgnuje swoje ciało, poszukuje coraz to nowych form zaspokajania przyjemności, a jednocześnie żyje w duchowej próżni, zagubiwszy gdzieś wrażliwość moralną. Współczesna cywilizacja jest według Hůlovej skrajnie hedonistyczna, czego najbardziej drastycznym przykładem jest pedofilia. Ta scena z książki, mówiła autorka, sprawiła jej najwięcej trudności, dlatego, że z założenia miała być atrakcyjna, tak żeby czytelnik mógł z niepokojem uświadomić sobie, że mu się to podoba.

Wizja współczesności obecna w Plastikowym M-3 przypomina nieco socjologiczne spostrzeżenia Michela Houellebecqa, z czym Petra Hůlová się zgodziła. Mówiła, że francuski pisarz, obok Elfriede Jelinek, inspiruje ją najbardziej. Okazało się także, że zna i ceni książki wielu polskich twórców. Wspomniała między innymi o lekturze utworów Doroty Masłowskiej, Sylwii Chutnik, Justyny Bargielskiej i wielu innych. Jednak nie wydaje jej się, że istnieje coś, co nazwać by można literaturą kobiecą. Jej zdaniem to czytelnicy i krytycy mają tendencję do łączenia twórczości pisarek – bo już nie pisarzy – ze względu na płeć.

Bohumil Hrabal napisał, że „prawdziwa poezja musi kaleczyć i ranić, tak jakbyś zapomniał w kieszeni żyletki i przy wycieraniu nosa skaleczył sobie o nią organ powonienia, porządna książka nie jest po to, aby czytelnik mógł łatwiej usnąć, ale żeby musiał wyskoczyć z łóżka i tak jak stoi, w bieliźnie, pobiec do pana literata i sprać go po pysku” (Lekcje tańca dla starszych i zaawansowanych, przeł. A. Czcibor-Piotrowski). Książka Hůlovej może budzić naszą niechęć czy irytację, nie da się jednak zaprzeczyć, że mówi o nas i naszej kulturze coś bardzo istotnego. A jej forma jest być może odzwierciedleniem naszych preferencji.

Jerzy Marek